Dzisiaj krótki wpis o moim ostatnim
niezbyt udanym zakupie- eyelinerach od My Secret.
Rzadko kiedy trafiam na produkty, z
których nie jestem zadowolona. Decyzja kupna zapada zazwyczaj po
poprzednio przeprowadzonym researchu. Tym razem pozwoliłam sobie na
spontaniczne zakupy. W amoku, który ogarnął mnie pod szafą My
Secret wrzuciłam do koszyka dwa eyelinery.
Eyelinery zwabiły mnie pięknymi
kolorami. Jeden to zieleń wpadająca w morski odcień (nr 10) a
drugi ma kolor śliwki (nr 11), był jeszcze trzeci - bajecznie
cukierkowo różowiutki, na którego jednak się nie zdecydowałam.
Niestety eyelinery zupełnie się nie
sprawdziły. Już po pierwszej aplikacji żałowałam tego zakupu.
Tak jak pisałam, kolory niezwykle
przypadły mi do gustu, na tym jednak zalety kosmetyku kończą się.
nr 11
Wady:
Pędzelek:
Jest za długi i za cienki. Gnie się
we wszystkie strony i nie sposób nim precyzyjnie umalować oko.
Zmywanie kosmetyku:
Niewykonalne, produkt zbija się w
kuleczki, które przyczepiają się wszędzie tylko nie do wacika.
Większość kosmetyku wylądowała w oczach...
Czy może być gorzej?
Niestety tak: produkt jest wyczuwalny
na powiece! Chwilę po wyschnięciu eyelinera powieka w miejscu
kreski ściąga się i tak już pozostaje. To bardzo nieprzyjemne
wrażenie dyskwalifikuje ten produkt.
nr 10
Na szczęście eyelinery nie były
drogie, kosztowały ok 8zł/sztuka. Co nie zmienia faktu ze wolałabym
te pieniądze przeznaczyć na coś, czego od razu nie cisnęłabym w
kąt. Nie polecam.
Dziewczyny, możecie polecić jakieś
fajne kolorowe eyelinery?









